Wszystkie wpisy, których autorem jest Poznajmy Ćwiczenia Duchowe

O Poznajmy Ćwiczenia Duchowe

Nazywam się Wojciech Werhun, jestem jezuitą. Kiedy wracałem z rodziną z Rzymu w 2005 roku, z nudów zacząłem się przyglądać różnym uczuciom, które dominowały w moim życiu (głównie lęk, uprzedzenia, zazdrość, nienawiść). Analizowałem skąd się biorą, co ze mną robią i do czego mnie prowadzą. Od tamtej pory pasjonuję się Ćwiczeniami Duchowymi św. Ignacego Loyoli.

Jerozolima – dzień I

Swego czasu św. Ignacy Loyola miał manię na punkcie życia Jezusa i chciał udać się do Jerozolimy by dokładnie zbadać jak miał On ustawione stopy podczas wstępowania do Nieba 😉 Wrzucam swoje odkrycia z Pielgrzymki do Ziemi Świętej.

Co tu mówi Bóg? Dzień I

Przyjechałem tu nakręcony, że zobaczę, poczuję, dotknę i powącham to wszystko, co Jezus swego czasu 😉 Albo wielkie postaci Starego Testamentu. Nic z tych rzeczy! Po pierwsze Jerozolima-dziś znajduje się 8 metrów nad Jerozolimą-Jezusa. Po drugie to jest ona lekko przesunięta i rozbudowana w inną stronę niż tamta. No i większość „tych miejsc” została ustanowiona i poświęcona dopiero w V/VI wieku, część z nich błędnie. Załamka? Niekoniecznie.

Poszedłem dziś pod ścianę płaczu. Miałem w głowie takie wyobrażenie, że to jest ściana starej Świątyni, miejsca Świętego Świętych, gdzie zamieszkiwał YHWH. Chciałem dotknąć świętości. Okazało się, że to niekoniecznie jest ściana Świątyni… to po prostu mur, który podtrzymywał ziemię dla wyrównania poziomu gruntu pod budowę miasta. Po prostu podpórka dla celów budowlanych, dlatego Rzymianie nie zrównali go z ziemią. W dzisiejszym judaizmie, po zburzeniu Świątyni w 70 roku n.e., są dwie teologiczne interpretacje zamieszkiwania Boga na ziemi. Jedna trzyma się kurczowo szczątków starej Jerozolimy i twierdzi, że właśnie tu można dotknąć Boga. Druga mówi, że Bóg mieszka pośród swoich wiernych, wszędzie tam, gdzie są.

Pytam Pana Boga co o tym myśli? No a On na to, że Słowo na dziś (Ozeasz 10). I Pan przez proroka mówi, że ludzie sobie sami czynią królów, książąt, posągi, ołtarze i że to tylko robota rzemieślników i że nic z tego nie będzie. I Pan znowu woła do nawrócenia. My chyba tak mamy, że koniecznie musimy wszystko określać, precyzować i zamykać. Bóg jest tu, Bóg jest tam, trzeba iść tu i zrobić to i to, a jak pominiesz tamto, to Bóg się nie pojawi. Głupie to nasze myślenie, bo Boga który siedzi obok nas chcemy wysłać na zawsze na wakacje do Jerozolimy, żeby móc Go może raz w życiu odwiedzić i dotknąć. Heh.

Miejsca święte są ok, ale nie wykopujmy tam Boga z naszego życia. On nigdy nie chciał być zamykany w Świątyni, to był nasz pomysł. I Bóg się w końcu wkurzył, zatrząsł Świątynią, rozdarł zasłonę, rozerwał swoje serce i wylał się cały na nas, bo nie jest, nigdy nie był i nigdy nie będzie Bogiem, który chce być zamknięty. On jest Bogiem rozdartym i rozlanym w nas.

DSC_0254 DSC_0246

Nowy pomysł na ćwiczenia?

Wydawnictwo WAM wydało nową pozycję proponującą jak najbardziej praktyczne rozwiązania na drodze rozwoju duchowego. Tym razem autor amerykański, Kevin O’Brien SJ, zaprasza do fascynującej przygody życia. Program z ćwiczeniami można dostosować sobie indywidualnie do swoich potrzeb i stylu życia.

Brzmi ciekawie? Macie go już w swoich rękach? Napiszcie co myślicie 😉

cwiczenia duchowe

Każda przygoda ma swój początek… Jak pogłębić życie duchowe, pomimo braku czasu i codziennych obowiązków? Jak spotykać Boga w modlitwie, pomimo zmęczenia i zniechęcenia? Jak rozpocząć najwspanialszą przygodę życia, pomimo dokonanych wcześniej wyborów?

Kevin O’Brien SJ przedstawia program rozwoju duchowego w oparciu o tradycje ignacjańskie. Autor jest doświadczonym kierownikiem duchowym i popularnym rekolekcjonistą, który zanim został jezuitą, był prawnikiem i nauczycielem. W książce dzieli się własnym doświadczeniem i zaprasza do rozpoczęcia fascynującej przygody życia.

Egzamin z Chrześcijaństwa niezaliczony

Zrobiło mi się wczoraj wstyd.

Wobec imigrantów miałem zdanie bardzo jasne. To ukryta inwazja. A nawet, jeżeli nie, to nie ma szans, żeby ten eksperyment się powiódł w Polsce. Już widziałem, jak wszystko się rozpada, w Europie panuje chaos. Widziałem obcinane głowy, gwałty, pożary, wojnę. Jestem jezuitą, więc wiedziałem, że moja głowa też się szykuje. A na pewno będę musiał w jakiś sposób stanąć przed taką decyzją. Uświadomiłem sobie, że wszystkie moje plany na przyszłość w tym momencie się rozpadają. Europa, Polska, będą inne niż wcześniej, nie takie, na które się szykowałem, składając śluby zakonne i rozeznając powołanie. Jakkolwiek ta sprawa dalej się potoczy, ja już wiem, że przyszłość będzie inna niż ta, do której się przygotowywałem. Jedyne, co się we mnie rodziło, to opór i chęć obrony za wszelką cenę, żeby powstrzymać tę falę! Było dla mnie oczywiste, że w tym roku położę większy nacisk na swoje treningi szermierki, żeby umieć się obronić w razie potrzeby.

Wczoraj poczułem wielki wstyd, gdy usłyszałem na Mszy słowa Ewangelii: „Biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy teraz się śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom” (Łk 6, 25-26)

Poczułem wstyd, bo Jezus daje się pojmać w Getsemani a ja chwytam za miecz (Mt 26, 51). Poczułem wstyd, bo gdy zaczęli sądzić o losie Jezusa ja krzyczałem głośno „nie znam tego człowieka!”. Zawstydziłem się, bo przy Chrzcie, Bierzmowaniu i ślubach zakonnych zostałem włączony w życie Jezusa, i bardziej lub mniej świadomie, zgodziłem się na to, że ze strony świata spotka mnie prześladowanie, krzyż i śmierć. A teraz, gdy krzyż się pojawia, to się dziwię, protestuję, uciekam i wypieram się. Czemu się dziwię? Przecież byłem świadomy, że tak może się stać.

Krzyż to rzeczywistość beznadziejna. Rozwalenie całego mojego życia, negacja planów na przyszłość, zakwestionowanie mojego „tu i teraz”. To niespodzianka, która boli, i od której się ucieka. Krzyż to przekreślenie mojego dotychczasowego życia. To zakwestionowanie całego mnie. Krzyż to głupota, zgoda na śmierć, kiedy można jeszcze sobie pożyć. To zaryzykowanie wszystkiego, co mam, w imię miłości i Ewangelii. Dzisiaj stoi przede mną krzyż, nic innego. Boję się, tak jak uczniowie Jezusa. Też chcę uciec, walczyć, tłumaczyć sobie, że ma być inaczej. Chcę puknąć Jezusa w głowę i powiedzieć Mu, że nie będzie żadnego krzyża. Moje reakcje to nic nowego, może poza tym, że tym razem są moje.

Wstydzę się, że moje chrześcijaństwo stało się wygodne i poukładane, że moje plany ewangelizacyjne są pełne ambitnych studiów i projektów. Teraz to wszystko się rozpada, gdy do moich drzwi puka jakiś człowiek z daleka i potrzebuje schronienia. Nie wiem kim on jest. Może gdy go wpuszczę, stracę życie. Wszystko legnie w gruzach, w taki, czy inny sposób. To jest krzyż. I nie wiem dlaczego, ale teraz widzę, że ta jedna decyzja o przyjęciu człowieka będzie bardziej ewangelizacyjna, niż wszystkie moje dotychczasowe akcje i projekty. Wiem, że mogę stracić wszystko. Wiem, że mogę stracić swoją przyszłość i przeszłość. Mogę stracić wszystko, co do tej pory wybudowałem. Ale widzę teraz, że to wszystko co mam, to ja tak naprawdę dostałem, a nie wybudowałem. To, że mieszkam w Polsce, że mam to, co mam, że jestem takim, a nie innym człowiekiem, to wszystko jest dar. Po prostu dostałem to. Dostałem to od Boga, który wzywa mnie do miłości i zapewnia, że będzie mi towarzyszył. Ja wiem, że to wszystko może teraz runąć. Ale na miły Bóg… ja chcę przecież budować Królestwo Boże na ziemi a nie królestwo ludzkie. Królestwo Miłości a nie królestwo technologiczne czy kulturalne. Bóg mnie zaprasza do Miłości i ryzyka. Ewangelia staje się rzeczywistością. „Kto zachowa swoje życie, straci je. Kto straci swoje życie z powodu Jezusa, zachowa je na życie wieczne”.

Nikogo do niczego nie namawiam. Przed Krzyżem Jezusa mnóstwo Jego uczniów uciekło, zrezygnowało i wróciło do swoich obowiązków, do lepszego, łatwiejszego świata. Mam wrażenie, że to także dzieje się teraz. Ja też chcę uciec, być bezpieczny. Ale wierzę, że za krzyżem jaśnieje zmartwychwstanie.

Nie wiem, co zrobię, gdy zobaczę w drzwiach araba. Na pewno będę się bał. Nie wiem kim on będzie, czy chrześcijaninem, czy muzułmaninem. Nie wiem, czy będzie mówił prawdę czy nie. Modlę się dzisiaj o to, żebym potrafił w nim zobaczyć Jezusa i kierując się wezwaniem Jezusa umiał kochać. Nie naiwnie, bo wiem z czym to się wiąże i co mnie może spotkać. Modlę się, żebym umiał kochać mimo wszystko.

Jedyne co trzyma mnie przy życiu w tym momencie to słowa Jezusa z Ostatniej Wieczerzy (J, 13-16):

Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!
Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: „Sługa nie jest większy od swego pana”. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować.
To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze. Wyłączą was z synagogi. Owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu. Będą tak czynić, bo nie poznali ani Ojca, ani Mnie.  Ale powiedziałem wam o tych rzeczach, abyście, gdy nadejdzie ich godzina, pamiętali o nich, że Ja wam to powiedziałem. Tego jednak nie powiedziałem wam od początku, ponieważ byłem z wami.