Miesięczne archiwum: Luty 2014

Podsumowanie celu (ĆD 23 abc)

Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego,
chwalił, czcił i jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją.

Całe nasze życie duchowe polega na poruszaniu się po jednej prostej, w jednym kierunku, obierając raz jeden raz drugi zwrot. Każde działanie (zamiar, decyzja, słowo, czyn) może albo być działaniem miłości (wtedy zbliża nas do Boga, jest bardzo konkretnym i prostym krokiem w kierunku Boga) albo działaniem egoistycznym (wtedy zamyka nas w sobie, w swoim świecie, swoich problemach, słabościach, bólach i oddala od Boga). Ważna uwaga w tym miejscu: nie ma opcji wybierania szatana, ani zbliżania się w kierunku szatana. Przeciwieństwem miłości jest po prostu mój egoizm, stawianie siebie w centrum. Złemu nie zależy na tym, żeby go czcić. On chce, żeby nie czcić Boga, wyśmiać Boga i zamknąć się na Niego.

Teraz kilka konkretnych wskazówek, które pomogą nam rozpoznać, gdy zdążamy w jedną lub drugą stronę oraz świadomie podejmować kroki w jedną lub drugą stronę. Wspominałem o tym w poprzednich wpisach nt. celu, ale tu je podsumuję.

Działania miłości, otwierające na Boga:

a)      Każde poznanie Boga (zobaczyłem ślad Jego obecności w danym dniu; odkryłem, że jest dobry/opiekuńczy/mocny/prawdomówny/itp.; odkryłem jakieś dobro, które mi dał w danym dniu; odkryłem Jego działanie w innym człowieku lub w sobie; przeczytałem o Nim coś, co mnie dotknęło, itp.). Poznamy później ćwiczenia, które pomogą nam wyłapywać takie momenty, pogłębiać je i wyciągać z nich większy owoc, tzn. poznać Go jeszcze lepiej.

b)      Każdy moment zaufania Bogu (gdy czujesz, że się sypie i mówisz Mu „ufam Tobie” lub oddajesz Mu całą sprawę. Czy się sprawa rozwiąże pomyślnie czy nie – nie ważne. Każde zaufanie i trwanie w zaufaniu mimo wszystko, zbliża do Boga i miłości).

c)      Współpraca z Bogiem (dla tych, którzy już Go troszkę poznali i Mu ufają, bo bez tego nie da się współpracować). Było natchnienie miłości – poszedłem za Nim.

d)      Naśladowanie Jezusa, który jest wzorem Chrześcijaństwa. Każdy moment, w którym próbuję naśladować Jezusa kochającego, jest zbliżeniem się do Boga.

e)      Każdy, choćby najdrobniejszy gest miłości wobec drugiego człowieka (cierpliwość, radość, uprzejmość, łagodność, opanowanie, zrozumienie, przebaczenie, dobroć, wierność, opanowanie).

f)       Miłość do siebie samego. Dbanie o swoje zdrowie, zrozumienie i akceptacja swoich wad i głupot, lepsze i pogodniejsze „patrzenie na siebie w lustrze”. Każdy bardziej pozytywny stosunek do siebie zbliża do Boga.

Działania egoizmu, zamykające nas w sobie i odcinające od Boga:

a)      Zamykam się świadomie na Boga, tzn. nawet jeżeli widzę Jego ślady, dobro, działanie to neguję je wszystkie i nie chcę uwierzyć, że Bóg w tym jest. Trwam silnie w swoim przekonaniu, że mnie opuścił, że mnie nie chce, itd. Jestem uparty.

b)      Nie chcę ufać Bogu. Nie chcę oddać Mu swojego życia. Jestem pełen lęku i nerwów, o wszystko zabiegam i wszystkim się martwię, jakby wszystko zależało tylko ode mnie. Gdy jest trudno i ciężko szybko się wycofuję i próbuję po swojemu sprawę poprawić (także podczas modlitwy). Oczekuję idealnego Świata, idealnej modlitwy, mam swój pomysł na to, jak Bóg ma działać.

c)      Daję się manipulować swoim wewnętrznym poruszeniom, zarówno pozytywnym jak i trudnym (natchnienia, lęki, niechęć, pociąg, itp.). One wszystkie z natury mają tendencje egoistyczne.

d)      Oczekuję od ludzi, że będą idealni – tacy, jak ja chcę i myślę wg moich idei. Ciągle wymagam od nich więcej, jestem z nich niezadowolony, nie dostrzegam dobra w drugim człowieku, a nawet jak jakieś jest, to je deprecjonuję lub „przygniatam” jego słabościami. Ranię drugiego, poniżam go, odrzucam. Muszę wszystkich naprawić.

e)      Mam wygórowane oczekiwania wobec siebie. Odrzucam dobro w sobie, poniżam siebie, gardzę sobą, muszę siebie naprawić.

 

Podczas dnia robię wiele rzeczy, które mogę sobie szybko rozeznać, jako zmierzające ku Bogu lub ku sobie. Miłego rozeznawania!

Fundament I

Cel w praktyce: MIŁOŚĆ (ĆD 23c)

W miarę gdy, realizując cel naszego życia, zbliżamy się do Boga i zacieśnia się nasza relacja z Nim, nasze życie zaczyna coraz bardziej owocować miłością. Pan sam przenika nas i przemienia nasze serca i oczy tak, że patrzymy na wszystko w sposób Boży. Stajemy się wtedy coraz bardziej Dziećmi Bożymi.

Fundamentalne przykazanie Chrześcijaństwa: będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego jak siebie samego, wypływa właśnie z zażyłej relacji z naszym Ojcem Niebieskim, i tym samym również jest celem, dla którego jesteśmy stworzeni. Prawdziwe szczęście i pełnia naszego życia kryją się właśnie w miłości do Boga, drugiego człowieka i siebie samego.

Im bliżej jestem Pana, tym bardziej odkrywam swoją prawdziwą tożsamość. Zaczynam przekonywać się do tego, że jestem stworzony jako ktoś wyjątkowy, bardzo obdarowany, ukochany, z wielkim potencjałem i godnością Syna lub Córki Boga samego. To doświadczenie staje się dla mnie ważniejsze niż świadomość moich grzechów, ułomności oraz słabości, i sprawia, że potrafię akceptować siebie, cieszyć się sobą, rozwijać się dynamicznie i z wielką radością świadczyć o Jezusie.

Takie przeżycie miłości wobec siebie prowadzi do jeszcze większego ukochania Boga i drugiego człowieka. Tylko wtedy jestem w stanie być dla drugiego oraz okazywać mu szczerą życzliwość, cierpliwość, łagodność, zrozumienie i otwartość.

Te trzy wymiary miłości (do Boga, do siebie i do drugiego) są ze sobą ściśle powiązane i rozwijają się równomiernie. Łączy je wzrastająca zdolność dostrzegania Boga żywego we wszystkim, czyli także w sobie samym i drugim człowieku. Jeżeli realizuję cel, dla którego zostałem stworzony, czyli staram się coraz bardziej poznawać Boga i kochać Go, i przy tym zaczynam Go zauważać w drugim człowieku, to automatycznie zaczynam zbliżać się do tego człowieka i włączać go, oraz siebie, w wspaniałą relację Miłości Boga.

 

Cel w trzech krokach: chwalić, czcić, służyć (ĆD 23b)

Św. Ignacy pisze, że celem życia człowieka jest to, abym Pana Boga swego chwalił, czcił i Jemu służył, i tym samym wymienia trzy kroki nawiązywania współpracy z Duchem Świętym.

Zacznijmy od pierwszego – chwalić znaczy mówić komuś jaki on jest (np. jesteś mądry, zaradny, silny itp.). Tak samo wobec Boga – będę Go wychwalał mówiąc Mu jaki On jest, a to jest możliwe tylko wtedy, kiedy faktycznie wiem jaki On jest. I nie chodzi tu o wiedzę książkową, bo każdy z nas mógłby przytoczyć kilkadziesiąt cech Boga, o których przeczytał lub słyszał, ale których sam nigdy nie poznał bezpośrednio u Boga, i co do których nie ma przekonania. Tu chodzi o wiedzę z doświadczenia, gdzie sam osobiście przekonałem się o tym, że Bóg jest „taki i taki”. Tu pojawia się pierwsza rzecz, jaką muszę robić by nawiązać bliską relację z Jezusem – mam Go po prostu poznawać. Czyli przede wszystkim doświadczać Go na modlitwie, odczuwać Jego subtelną obecność, znać Jego słodki głos, zachwycić się Nim, poczuć radość i pokój, jakie daje. Nie mogę chwalić Boga, którego nie znam. Często nie potrafimy chwalić Pana na modlitwie indywidualnej lub wspólnotowej, dlatego że nie poznaliśmy Go albo znamy Go tylko powierzchownie, a głęboko w sercu mamy  Jego fałszywy obraz. Jak mogę chwalić Boga, który jest dla mnie surowym sędzią, obojętnym stwórcą albo złośliwym władcą? Nie da się! Dlatego odczuwamy w sobie naturalny opór. Co prawda mogę się zarzekać, że wierzę w dobroć Boga, ale w głębi serca mieć wobec Niego złość, że wszystko w moim życiu dzieje się źle. Stąd żeby nawiązać relację z Jezusem, nie mówiąc już o współpracy, trzeba zacząć od zapoznania się z Nim.

Drugim krokiem jest oddawanie Bogu czci, podobnie jak okazuje się szacunek rodzicom. Czasem dziecko ma swoje racje i nie zgadza się z rodzicami, jednak ostatecznie ustępuje bo wie (o ile miało okazję się o tym przekonać!), że oni są starsi, mają większe doświadczenie i prawdopodobnie mają rację. Podobnie sprawa wygląda wobec Pana Boga – mamy swoje pomysły, racje, inicjatywy jednak często wszystko idzie zupełnie nie po naszej myśli, wchodzimy w konflikt z Bogiem, nie potrafimy zrozumieć że coś tak niewygodnego może być po Jego myśli. Czcić Pana znaczy więc pozwolić Mu działać
w moim życiu tak, jak On sam chce. Wiąże się to z łaską wielkiego zawierzenia
i zaufania Bogu, który jest mądrzejszy, zna mnie i mnie sam prowadzi. Widzę, że sprawy w moim życiu, rodzinie, pracy przybierają zły obrót, widzę swoje grzechy, słabości, błędy i chociaż nie rozumiem tego wszystkiego i nie chcę, żeby tak się działo, to ufam Jezusowi, że On jest ze mną i prowadzi mnie na pewno do szczęścia. Wierzę Mu,
że On jest mądry, dobry i chce mnie ocalić. I znowu widzimy, że żeby potrafić Panu zaufać muszę Go wcześniej poznać i przekonać się we własnym życiu, że On naprawdę jest opiekuńczy, że nie puszcza mojej ręki i że mogę Mu się zawierzyć. Jeżeli nie próbuję Go poznać – nie będę potrafił Go czcić.

Trzecim, i docelowym, krokiem w relacji, jest służenie Panu, czyli inaczej, upragniona przez nas, współpraca z Nim. Nie jest to służba najemnika za wynagrodzenie, ale hojna praca dwóch bliskich sobie osób. Jak mówił Jezus: Już was nie nazywam sługami,
bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego (J 15, 15).
Służenie Bogu jest przede wszystkim zasłuchaniem się w Ducha Świętego, rozmawianiem z Nim, otwieraniem się na Jego pragnienia, szukaniem Jego woli objawiającej się w świecie, Słowie Bożym
i moich wewnętrznych poruszeniach. Oczywiste jest, że do takiej służby konieczne są poprzednie dwa kroki, czyli zarówno poznanie Boga jak i głębokie zaufanie Mu. Tylko wtedy jestem w stanie dokonywać dobrych decyzji, rozpoznać odpowiednie momenty
i podejmować działania w których sam Duch Święty będzie działał swoją mocą.

Trzeba sobie powiedzieć na początku, że to wszystko jest bardzo trudne i nikt z nas samodzielnie nie da rady wyćwiczyć się we współpracy z Bogiem ani nawiązać z Nim idealnej relacji. Sam św. Ignacy widział, że nie jest łatwo rozpoznawać wolę Boga, dokonywać świętych wyborów czy rozeznawać wewnętrzne poruszenia, dlatego każdą modlitwę i czynność zaczynał krótkim aktem strzelistym: Panie, proszę spraw, abym cały był zwrócony ku większej chwale, czci Twojej i na większą służbę Twoją (ĆD 46). Więcej o tym będzie później. Nasze zbliżanie się do celu, wzrastanie w chwaleniu, oddawaniu czci i służeniu, jest przede wszystkim darem, który Pan Bóg sam nam ofiarował za darmo. On widząc naszą wierność, otwartość i chęć współpracy, sam kształtuje nas
i urabia sobie, byśmy byli dobrym narzędziem w Jego ręku. Można to porównać do opalania się na słońcu – nie wiesz kiedy to się dzieje i sam nic nie robisz, by się opalić – tylko wystawiasz się na działanie promieni. My podobnie – trwamy wiernie na modlitwie
i wyrażamy pragnienie nawiązania relacji z Panem, a On sam nas do siebie pociąga. Bez względu na to, czy modli się łatwiej czy trudniej, obecność Jezusa nas opromienia
i przemienia. Ale trzeba trwać na Słońcu.

Wszystkie trzy etapy mają wspólny mianownik – dbanie o relację z Bogiem, czyli codzienną osobistą modlitwę. Żeby Go chwalić muszę go poznawać, żeby zaufać muszę się przekonać, że jest dobry, żeby współpracować – muszę poznawać Jego wolę i sposób działania. To wszystko odkrywam w moim życiu, gdy podejmuję codzienną modlitwę. Ćwiczenia Duchowe św. Ignacego podają różne metody duchowe, które pomagają ćwiczącemu się  chwalić, czcić i służyć Panu Bogu w swoim życiu.

CD_23b