Muzułmanin. Taki, jaki jest.

Czasami sobie myślę, że święty Tomasz (Apostoł!) niechcący ułożył najciekawszą zasadę oceny rzeczywistości i przy okazji zasadę zachowania zdrowia psychicznego w Internecie: nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. Kiedy uczniowie po śmierci Jezusa przeżywali skrajne stany rozpaczy i euforii, chłop trzeźwo myślał i czekał na osobiste doświadczenie. Może tak było, może nie.

Spędziłem sobotę w parku w Tel Dan, pod granicą z Syrią. Dwa kilometry dalej dawne pole bitwy, resztki czołgów, pozostałości po walkach z Isis.  W parku tylko my, 25 jezuitów, i… całe mnóstwo muzułmańskich rodzin, jak to bywa w weekendy w parkach. Poszedłem pływać w pobliskim basenie, pełnym ludzi, kobiet i mężczyzn, dzieci i starszych. Śmiali się, skakali do wody na główkę, wygrzewali się na materacach. Pod kilkoma drzewami wesoło skwierczały grille, a z nich kuszący zapach pieczonego mięsa rozchodził się po całym parku. Z dwóch czy trzech kolumn rozbrzmiewała muzyka w języku tamtejszym. A właściwie to kilka rodzajów muzyki, bo każda grupa ludzi słuchała czegoś innego. Gdy wreszcie z lekkim trudem próbowałem wygramolić się z basenu, jakiś pan ulitował się i podał mi rękę, wyciągając mnie na zewnątrz. Podziękowałem. Jedliśmy kanapki w cieniu drzewa, podczas gdy miejscowi młodzi grali w piłkę. My, wyraźnie nie-tutejsi. Widać było, że niektóre rodziny są bardziej „praktykujące” od innych, bo część kobiet mimo słońca burek nie ściągnęła, ani tym bardziej innych części garderoby. Chociaż może to tylko z naszego powodu, żeby nie kusić młodych, katolickich zakonników. W sumie to może i my powinniśmy chodzić w słońcu w czarnych sutannach, żeby nie kusić tamtejszych dam.

Mieliśmy tu też spotkanie z francuskim dyplomatą, pracującym w Ambasadzie Francji przy Izraelu i Palestynie. Zapytaliśmy go o Islam, Isis, itd. Powiedział, że jedynym sensownym punktem wyjścia z tej sytuacji jest wyraźne oddzielenie konfliktu od kontekstu religijnego. Mówił, że to jest przede wszystkim konflikt polityczny i społeczny. Ludzie cierpią niesprawiedliwość, okupację, biedę, itd. To są ludzie, którzy żyją bez perspektywy jakiejkolwiek przyszłości, bo wydaje się, że nic się nie da zmienić. Organizacje z zachodu próbują coś pomagać, działać, ale efektu nie widać. Wobec tak beznadziejnej sytuacji i kumulacji złości, ludzie wolą walczyć i zginąć, bo jedynie to daje im sens i jakąkolwiek, choć niewielką, nadzieję na przyszłość.

Izolowane osiedle wybudowane na ziemiach Palestyńczyków. Większość budynków jest pusta i niezamieszkana. Osiedle jest ogrodzone murem, podłączone do Izraela specjalnie wybudowaną drogą (w prawą stronę). Droga, ogrodzona płotem pod napięciem, ciągnie się długo, przecinając i dzieląc ziemie tamtejszych mieszkańców. Żeby odwiedzić znajomych trzeba iść kilometry na około. (fot. Wojciech Werhun)

Wyobraź sobie, że jesteś takim Palestyńczykiem, muzułmaninem. Budzisz się rano i masz ochotę wziąć prysznic, ale wody dzisiaj nie ma i nie będzie przez kilka dni, jeżeli nie dłużej. Woda jest dla Ciebie racjonowana i nie masz na to wpływu. Od razu przypominasz sobie, że tak już w Twoim życiu było zawsze. Zachód utworzył na Twoich rodzinnych ziemiach Państwo Izraela i w konsekwencji Twoja rodzina straciła dom i została wypędzona. Dziś żyjesz w jakimś prowizorycznym miasteczku. Nie jesteś zatrudniony, bo o pracę trudno. Może masz ochotę wyjechać za granicę i znaleźć lepsze życie, ale niestety nie możesz. Nie masz prawa przekroczyć granicy, ponieważ nie jesteś zatrudniony. Jesteś więc skazany na to co się dzieje tu i teraz. Dużo słyszałeś o sprawiedliwości na zachodzie i żywiłeś nadzieję, że oni mogą coś zmienić, coś naprawić, pomóc. Bo przecież wszędzie pomagają. Ale nic z tego nie wynika, Twoja sytuacja jest ciągle taka sama. I nic się nigdy nie zmieni. Może po wielu perypetiach znajdujesz się teraz w ośrodku dla uchodźców w strefie Gazy, która robi się przeludniona, jest otoczona przez Izrael i jest w trakcie wojny. Siedzisz tam już kilka lat i wiesz że nie zapowiada się na zmianę. Zachód ciągle pomaga, ale pomóc nie umie. I w końcu przychodzi do Ciebie gościu i mówi: „hej, dołącz do nas, dostaniesz karabin, zrobimy porządek, będziesz miał wodę, będziesz miał swój dom”. Oczywiście do tego potem dochodzi „w imię Allaha”, itd., ale to już jest ideologiczny dodatek.

Próbuję sobie wyobrazić takiego Palestyńczyka w jego nędznej sytuacji i dwa duchy, które do niego mówią. Jeden dobry, który mówi: miej nadzieję, przebaczaj nieprzyjaciołom, módl się za nich, staraj się być dobry, kochaj, przyjmuj. Drugi mówi: walcz o swoje, broń się, nie daj się. Człowiek wie, że pierwszy jest dobry i słucha go już kilkanaście/kilkadziesiąt lat, ale z czasem słabnie. Sytuacja bezwyjściowości i frustracji w nim narasta. Drugi duch staje się coraz silniejszy, bardziej racjonalny i przekonujący. I w końcu człowiek sięga po broń. To zabawne, ale z tego punktu widzenia niczym nie różnimy się od tego człowieka. W nas odzywają się te same dwa głosy i ostatecznie my także sięgamy po broń, by walczyć o swoje, bronić się i nie dać się. To jest łańcuch lęku, bólu, nienawiści, który ciągnie się od człowieka do człowieka i który może przerwać jedynie miłość.

Przypomina mi się tutaj klasyk, pan Bogusław Linda. Długo się zastanawiałem, czy go tu zacytować, bo przyjął formę dosyć „bezpośrednią”. Jak później tłumaczył, przyjął ją świadomie, aby ukazać jak bardzo to wszystko jest proste i ludzkie. Wydaje mi się, że udało mu się świetnie uchwycić ideę, o której tutaj próbuję napisać. Pan Linda wypowiada się na temat powstania styczniowego, który to temat zostawiam na boku i nie komentuję. Chodzi mi natomiast o cały mechanizm, o którym pan Bogusław opowiada. Posłuchajcie:

Wiem, że dziś na nikim nie robi wrażenia słowo „bieda” czy „okupacja” i nie łudzę się, żeby przykład mojego Palestyńczyka zbytnio poruszał. Mnie też by nie poruszył. Ale kiedy się pojedzie, zobaczy to wszystko i porozmawia z tymi ludźmi, to patrzy się inaczej. Nie jestem dziennikarzem, ani specjalistą od polityki, nie wnikam w szczegóły. Jestem pewien, że można znaleźć dobre reportaże na temat tej sytuacji i życia tych ludzi. Ja po prostu widzę, że tu nie chodzi o ideologię czy religię. Tu chodzi o człowieka i jego cierpienie.

Zrozumiałem, jak bardzo perwersyjna jest nasza modlitwa o pokój oraz wielkie czuwania i krucjaty modlitewne w intencji, żeby nie było wojny. Czego właściwie oczekujemy? Chcemy zdławić tego biedaka Palestyńczyka z przykładu? Żeby się zamknął, siedział cicho, cierpiał co ma cierpieć i zapewnił nam wszystkim święty spokój? Jak można prosić o pokój, gdy ludzie cierpią potężną niesprawiedliwość i nikt z tym nic nie robi? Nie może być pokoju tam gdzie panuje niesprawiedliwość i człowiek jest uciskany. Pokój wtedy staje się narzędziem opresji i śmierci, a my modlimy się o śmierć. Czy o to chcemy się modlić? Wszędzie tam konieczna jest wojna, wojna nie przeciw ciału i krwi, jak pisze św. Paweł, lecz przeciw mocom i zwierzchnościom, przeciw złu i niesprawiedliwości w nas. Wojna o wolność i o życie.

To jest to, co zobaczyłem na własne oczy. Mam swoje przemyślenia, część zachowuję dla siebie. Uwierzyłem w to, co wydaje mi się wiarygodne. Resztę zostawiam bez komentarza. Na koniec żart z Internetów.

Chrześcijanin, Żyd, Muzułmanin i Ateista spotykają się w pubie… I gadają, śmieją się, piją piwo i dobrze się bawią. To nie jest żart. Tak się dzieje, jak nie jesteś dupkiem.

2zgyant

6 przemyśleń nt. „Muzułmanin. Taki, jaki jest.

  1. Mówią, że podróże kształcą. Ciekawy punkt widzenia i spostrzeżenia w tym artykule, czyli spędziłeś ponad 1 dzień na miejscu, ale jeszcze nie zadługo. A jak rozumiesz fragment Ef 6, 11-20? O co chodzi w tej wojnie, która jest konieczna wg Ciebie?

  2. Ten dowcip o barze jest świetnym podsumowaniem, ale doświadczenie życiowe mówi mi co innego: Żyd, Chrześcijanin, Muzułmanin i Ateista są dupkami – żaden z nich nie potrafi zaakceptować swojej niewiedzy, jednocześnie swoje wyobrażenia narzucając innym. Czy oczekiwanie, że ludzie zostawią mnie w spokoju to tak wiele?

    W istocie, omówiony powyżej przykładowy Muzułmanin ma ten sam problem, co ja – ktoś nie daje mu spokojnie żyć. Tylko co on z tym robi? Zamiast zwalczyć przyczynę problemu, on sam nie daje żyć innym. I nic go nie usprawiedliwia. Jedynie sprawia, że staje się takim samym katem, jak ci, przez których on sam cierpi.

    W istocie okazuje się, że jedynie Indianie Ameryki Północnej i Poganie centralnej i północnej Europy (i to też nie wszystkie plemiona), spośród wszystkich znanych nam kultur, pojęli tak elementarne pojęcia jak szacunek wobec siebie i swojego otoczenia.

    1. Czy mógłbyś się podzielić materiałami źródłowymi ( tytuły lub autorzy) dotyczącymi trzeciego akapitu:
      „W istocie okazuje się, że jedynie Indianie Ameryki Północnej i Poganie centralnej i północnej Europy (i to też nie wszystkie plemiona), spośród wszystkich znanych nam kultur, pojęli tak elementarne pojęcia jak szacunek wobec siebie i swojego otoczenia.”

  3. Od kiedy to zakonnikom i zakonnicom można chodzić na basen lub na plażę? Pan Jezus tego wyraźnie zabrania w „Świadectwie. Dzienniku duchowym” Alicji Lenczewskiej, to wynika też bezpośrednio z szóstego przykazania, by kogoś nie kusić (i dotyczy to każdego katolika, nie tylko osoby mającej powołanie). Nie wspominam już o zaleceniach św. Ojca Pio, który przekazywał to, co Mu mówił Pan Jezus nt. właściwego ubioru.

    Druga rzecz, to od kiedy Pan Jezus, Ojcze, proponował jakąkolwiek agresję i napaść na ten czy inny kraj, jeśli nawet jednemu ze swoich uczniów zabronił użycia miecza i jeśli nawet dzisiaj Duch Święty prowadzi tak, by wszystko rozwiązywać bez użycia przemocy? Mówię z doświadczenia i radzę przypomnieć sobie ten fragment Pisma Świętego: „51 A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana odciął mu ucho. 52 Wtedy Jezus rzekł do niego: «Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. 53 Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?” (Mt 27:51-53).

    A czy to znaczy, że Pan Jezus rzekomo popierał niesprawiedliwość? Nie, nigdy! Przeciwnie – zło nazywał złem i to bardzo wyraźnie. Ale nakazał walczyć z Nią z Jego pomocą, dzięki ufności Jemu, chęcią czynienia woli Bożej i ciągłym proszeniem Ducha Świętego o wskazywanie odpowiednich rozwiązań, a nie jakąkolwiek przemocą. Za to często wskazywał sam czy przy pomocy Najświętszej Maryi Panny, a także wielu świętych, istnienie masonerii, która jest odpowiedzialna za CELOWE wybuchy wojen, które doprowadziły, bo miały doprowadzić, do powstania ISIS i ruszenia opłacanej fali migrantów (mylnie nazywanych uchodźcami, bo ich tam po prostu prawie nie ma) na Europę.

    Przypominam też, że Pan Jezus podczas swojego ziemskiego życia nie zrobił żadnego wyłomu od zasady nieużywania przemocy i nie usprawiedliwia tego nawet okupacja, co aż nazbyt jasno wynika z Ewangelii. Za czasów Jego życia Izrael nie był państwem wolnym – był pod rzymską okupacją i Pan Jezus żadnego z uczniów ani apostołów nie wzywał do walki zbrojnej. A jedynie do walki duchowej z samym sobą, by zrzucić z siebie starego człowieka i przyoblec nowego: duchowego. O czym wyraźnie pisał św. Paweł. I nic się od tamtego czasu nie zmieniło, co potwierdzają bezpośrednio Duch Święty oraz Księga Apokalipsy, np. tutaj: „16 Nawróć się zatem! Jeśli zaś nie – przyjdę do ciebie niebawem i będę z nimi walczył mieczem moich ust. 17 Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów. ” (Ap. 2:16-17). I wreszcie, czy św. Papież Jan Paweł II został tak wielkim świętym dlatego, że wzywał doi walki mieczem, czy może dlatego, że głosił pokój i tępił wojnę (przez co Szatan Go nie cierpi nawet obecnie)? Czyżby tytuł z jednej z książek o Nim „Chrystus bez karabinu”, był wzięty z sufitu? Radzę jeszcze raz przemyśleć temat. Zwłaszcza że na każdym z nas, osób z powołaniem do służby Bogu, ciąży ogromna odpowiedzialność za głoszenie innym ludziom tego, co jest niezgodne ze słowem Bożym i z wolą Bożą objawianą nam dzisiaj stale przez Ducha Świętego.

    Taka jest prawda i to objawia sam Jezus przy pomocy Ducha Świętego. Szczęść Boże!

    1. Widzę że nie umiesz wyłowić prawdziwych intencji tego artykułu :
      a) co do pobytu np. na tym basenie – gdzie i jak mają poznać innowierców jeśli nie przez pobyt i dialog z nimi (jeśliby np. pracował to tak samo byś się doczepił że „robią biznes”- i tak samo na postawę Jezusa reagowali faryzeusze „szukając dziury w całym” a przebywał On zarówno z ludźmi o słabej wierze jak i innowiercami np „obżerał się i nocował u celnika” ).
      Jeżeli uważasz naprawdę że tak wygląda ich życie to pytam dlaczego ty jak wszyscy tobie podobni nie zostaną tymi zakonnikami ? (gdzie według was mielibyście „wszystko za darmo”).

      Tak samo ja przynajmniej widzę że w tym artykule chodziło o prawdziwą przyczynę wojny – że określenie religii jest tam tylko narzędziem i pretekstem w ręku ludzi dowodzących zarówno polityków jak i wojskowych. (Masz dowód po tym że wybierają kraje gdzie jest wyższa stopa życiowa , a nie np. polska w której nadal jeszcze większość osób to Katolicy i inni Chrześcijanie)

      Jeżeli też chcesz Pismem Świętym posługiwać się jako znawca to nie czytaj wersetami lecz rozdziałami . Bo Jezus powiedział do apostoła „schowaj” a nie „wyrzuć” co wyraźnie wskazuje że jeszcze będzie on przydatny , a jedyną prawdziwą przyczyną było żeby Jezus zginął w odpowiednim miejscu i czasie i w odpowiedni sposób a nie „od miecza”.
      Tak samo będąc w kościele od prawie 30 lat (mam 48) jeszcze nie spotkałem się z „nawoływaniem do wojny” , lecz wręcz przedziwnie o zakończenie tych wojen które były w tych okresach.

      Nie wprowadzaj też ludzi w błąd pisząc że Jezus nigdy nie użył przemocy , bo dla mnie to już jest forma przemocy gdy Jezus wchodzi do Świątyni Jerozolimskiej (gdzie była „ARKA”) przed najważniejszym Świętem Żydowskim i zobaczył że jest w niej „prawie targowisko” to zachował się tak że ci żydzi opuścili tą świątynię nie wynosząc z niej nic co tam wnieśli (możesz tak gdziekolwiek spróbować samemu a przekonasz się że jeśli to będzie „coś drobiazgowego” to ci ludzie cię wyśmieją albo wezwą kogoś kto się tobą zajmie np. policję pozostając przy swoich rzeczach).

      I na koniec podkreśla że musimy walczyć (nigdzie że zbrojnie) lecz z jej przyczynami a nie z ludźmi , że to zmieni ich postawę wobec innowierców a tym samym naszą i innych ludzi wobec nich.

      Skoro na bieżąco ty i tobie podobni jesteście objawiani przez Jezusa przy pomocy Ducha Świętego to dlaczego rozwiązań tych problemów nie przekazujecie obu stronom (obie strony chętnie wysłuchają – najwyżej nie zaakceptują – bo dobrze wiemy że wojna nigdy w historii dla nikogo nie była przyjemnością , dowodem jest to że zawsze była formą ostateczności).

  4. Z tym rozważaniem na temat przemocy w walce o sprawiedliwość nie do końca się zgadzam, choć nauka Kościoła dopuszcza obronę własną. Pachnie mi tu trochę teologią wyzwolenia (i zaraz mi się przypomina film „Misja”). Dla porównania w Polsce dzięki działaniu Bożemu i pomocy JP II udało się obalić system bez użycia siły. Też dla zwycięstwa dobra nad złem ksiądz Popiełuszko oddał życie.
    A co do dowcipu to jak najbardziej ma pokrycie w rzeczywistości. Chodzę na kurs włoskiego dla cudzoziemców i reprezentujemy oczywiście różne wyznania (ja jestem siostrą zakonną). Spotykaliśmy się nie tylko w szkole, ale i na wspólnej kolacji, w pełni pokojowych nastrojach, ale to wymaga oczywiście wzajemnego szacunku .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *