Wskazówka VII: Walcz z tym, z czym da się walczyć (ĆD12)

Dający Ćwiczenia powinien bardzo kłaść na serce odprawiającemu je, żeby przez godzinę oddawał się każdemu z pięciu ćwiczeń czy kontemplacji, które co dzień się odprawia, i żeby starał się mieć zadowolenie w duszy płynące ze świadomości, iż wytrwał w danym ćwiczeniu przez całą godzinę, a nawet raczej nieco dłużej niż krócej. Nieprzyjaciel bowiem zwykł niemało zabiegać o to, żeby nas doprowadzić do skrócenia godziny takiej kontemplacji, rozmyślania lub [w ogóle] modlitwy.

Podczas modlitwy i ćwiczeń są sprawy, które zależą od nas oraz takie, na które nie mamy żadnego wpływu. Nie jesteśmy w stanie wzbudzić w sobie pocieszenia duchowego ani doświadczenia Boga, nie możemy sami wyprodukować sobie radości ani ciemności, nie potrafimy sprawić, żeby „modlitw się udała”, jak to zwykle nazywamy. Wszystkie nasze przeżycia i owoce modlitwy zależą od Boga, On ich udziela każdemu we właściwym dla niego czasie. To jest Jego wierność wobec mnie na modlitwie. Natomiast moja wierność wobec Niego, na tej samej modlitwie, dotyczy całej gamy innych spraw, na które mamy (prawie) całkowity wpływ: wytrzymanie do końca przewidzianego czasu modlitwy, dobór odpowiedniego miejsca modlitwy (w domu lub na mieście), dobór najodpowiedniejszej pory dnia na modlitwę, trwanie w postawie, która pomaga mi się skupić, usuwanie wszystkich drobnych przeszkadzajek z otoczenia, itd.

Działanie złego ducha na modlitwie nie ma na celu tego, żebym ja się czuł źle. To jest tylko środek. Jego celem jest to, żeby osłabić moją wierność i pozbawić mnie czasu przed Bogiem. Celem jest to, żebym modlił się krócej, żebym wybił się z rytmu modlitewnego, żebym wreszcie zapominał o modlitwie. Ignacy mówi w tym punkcie, żebym skupił się na tym, na co mam wpływ i tutaj dał z siebie wszystko. Mogę nie mieć wpływu na to, że jestem śpiący albo rozkojarzony na modlitwie, ale mam wpływ na to, że mimo wszystko mogę „utrzymać siebie” przed Bogiem przez zaplanowany czas (jakkolwiek by on nie wyglądał). Walka duchowa, przedstawiona w tym punkcie, jest bardzo prosta i konkretna. Nie marudź więc, tylko zaplanuj dobrze tydzień pod kątem rozwoju duchowego, zaplanuj gdzie i kiedy w jakie dni spotkasz się z Bogiem, dbaj o to, żeby to były punkty nietykalne i nieprzesuwalne, a gdy już siądziesz do modlitwy: cokolwiek Cię spotka, będziesz siedzieć do końca.

W ten sposób przyzwyczajasz siebie do modlitwy i do bycia z Bogiem. Zaczynasz czuć się swobodniej przy Bogu, nawet gdy śpisz lub jesteś pełen agresji na swojego szefa. Wyrabiasz sobie prosty nawyk modlitwy. A gdy już go wyrobisz, modlitwa będzie przychodziła Ci z dużą łatwością i przyjemnością.  A tego zły duch boi się najbardziej.

Żeby nawyk lepiej się zakorzeniał Ignacy radzi, żeby poświętować każde modlitewne zwycięstwo. Wysiedziałeś do końca mimo strasznego samopoczucia? Poszedłeś na modlitwę, mimo że nie byłeś w nastroju? Ucisz się z tego, zobacz, że pokonałeś siebie, że wygrałeś walkę duchową. Powiedz sobie wprost, że to wymagało dużo siły i wytrwałości, i że okazało się iż stać Cię na to. Niech do końca dnia Twoją modlitwą będzie wdzięczność. Możesz też zrobić sobie w nagrodę kawę, herbatę, dobry spacer lub obejrzeć dobry film.

CD_12

2 thoughts on “Wskazówka VII: Walcz z tym, z czym da się walczyć (ĆD12)

  1. Zgadzam się, trzeba przedłużać modlitwę, z pewnością zaś wytrwać w określonym czasie. No i jest problem :-), ja radziłem sobie z tym przy pomocy zegarka :-). No cóż ?, bardzo przydatny gadżet i pomagał – „wytrwać”, jednak i tutaj pojawiał się problem. Po prostu przy odmierzaniu czasu zdarzało się, że zbyt często na niego zerkałem aby sprawdzić ile jeszcze i czy już mogę zacząć robić co innego – np. pójść już na śniadanie. Ach, ale zerkanie na zegarek zdarza się w jednym aspekcie – strapienia duchowego, bo wtedy modlitwa nie idzie jest: ciężka, mozolna, męcząca. I to jest właśnie ta „walka”, trzeba wytrwać w takiej modlitwie bo od takiej modlitwy wiele zależy.
    Zupełnie jest inaczej w czasie pocieszenia (pocieszeń ) duchowych, wtedy na modlitwie jest dosyć łatwo i przyjemnie, chociaż czasem łzy leją się potokami :-). Ano właśnie, walka to łzy, chociaż ja też musiałem czasem walczyć ze łzami, ale to inny przypadek – „pokus pod pozorem dobra”. To trochę inny temat i na razie o tym nie będzie.

    1. Ja ostatnio ustawiam… budzik 🙂 Początkowo robiłam to kiedy modliłam się rano – planowałam 15 minut, ale bałam się, że zasnę, więc na wszelki wypadek ustawiałam budzik. Ale przy okazji wyszło, że to niezłe narzędzie żeby nie zerkac co chwilę na zegarek 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *