Wskazówka XI: Kierownik, grupa, przyjaciel. (ĆD17)

Jest rzeczą wielce pożyteczną, aby dający Ćwiczenia, nie starając się zresztą wybadać i poznać myśli i grzechów odprawiającego Ćwiczenia, jednakże dobrze wiedział o różnych poruszeniach i myślach, które różne duchy mu podsuwają. Albowiem wedle większego lub mniejszego postępu będzie mógł mu dawać pewne stosowne dlań ćwiczenia duchowe, odpowiednie do potrzeb duszy doznającej takich właśnie poruszeń.

Nie da się rozwijać duchowo w pojedynkę. Każdy z nas potrzebuje mistrza, towarzysza, kierownika, spowiednika, przyjaciela. Tak jest i było w całej historii ludzkości, w każdej religii (tak przypuszczam). Nawet pustelnicy tworzyli wspólnoty, spotykając się od czasu do czasu i dzieląc doświadczeniem. Żeby rozwijać się duchowo potrzebuję drugiego chrześcijanina, z którym podzielę się swoim doświadczeniem. Kto może nim być?
– stały spowiednik;
– kierownik lub towarzysz duchowy (czyli kapłan, osoba zakonna lub świecka, z dużym doświadczeniem duchowym, z którym/którą mogę się spotkać i szczerze opowiedzieć
o swoich doświadczeniach);
– przyjaciel (mowa o dojrzałej i szczerej przyjaźni duchowej);
– formalna grupa kilku osób, w której spotykamy się specjalnie po to, by dzielić się swoim doświadczeniem duchowym.

Oto kilka korzyści płynących  z dzielenia się swoimi przeżyciami duchowymi:
– przygotowując się do dzielenia, jestem zmuszony do tego, żeby zebrać wszystkie swoje przeżycia razem, podsumować je i spróbować zrozumieć jako pewną całość (to jest bardzo ważne, sytuacja dzielenia sama z siebie prowokuje mnie do takiego podsumowania);
– kiedy werbalizuję swoje doświadczenie i przeżycia mówiąc o nich, zaczynam je rozumieć lepiej i dostrzegam nagle dużo więcej treści, niż sam zauważyłem podczas osobistej refleksji. Sam doświadczyłem tego nieraz, gdy dzieląc się czymś przeżyłem efekt „wow, teraz już wiem”.
– moje doświadczenie staje się cenną wskazówką dla tych, którzy mnie słuchają i vice versa. Słuchając innych rozwijam się dużo dynamiczniej.
– w rozmowie/dzieleniu moje doświadczenie staje się bardziej obiektywne. Patrzymy
na nie razem z dystansu, bez tak wielkiego ładunku emocjonalnego. Możemy je wtedy łatwiej ocenić przy pomocy rozumu i rozeznać, czy pochodzi od Boga czy nie.
– dzielenie zawsze rozbraja zakusy i podstępy złego ducha. Wtedy wszystko wychodzi
na jaw i traci moc. Ktoś może mieć poczucie, że wszystko idzie mu źle i ćwiczenia nic mu nie dają. Chce zrezygnować z ćwiczeń. W trakcie rozmowy może się okazać,
że rozmówca patrząc z boku widzi to wszystko zupełnie inaczej. Dzielenie w tym wypadku rozbraja misterny plan zniechęcenia tego kogoś do rozwoju i motywuje do dalszej pracy.

Natomiast jeżeli zabraknie tej osoby i dzielenia to:
– możesz długo nie rozumieć czegoś, co się w Tobie dzieje;
– możesz ciągle mielić to samo (te same myśli, te same uczucia, te same problemy), stojąc w miejscu;
– możesz naprawdę uwierzyć, że to wszystko jest bez sensu i przerwać ĆD;
– przegapić moment działania Boga.

 

Spróbuj naleźć taką osobę lub załóżcie ze znajomymi grupę (nawet trzech osób). Spotykajcie się raz na miesiąc w tym właśnie celu, podzielcie się swoim doświadczeniem, pomódlcie się razem za siebie nawzajem, pamiętajcie o sobie
w modlitwie także poza spotkaniami. Do dzieła!

CD_17

1 thought on “Wskazówka XI: Kierownik, grupa, przyjaciel. (ĆD17)

  1. Powiedział ojciec, coś co od dłuższego czasu siedzi mi w głowie :-). Tzn. zgadzam się całkowicie, że potrzebny jest: spowiednik, kierownik duchowy ew. przyjaciel, żeby móc się rozwijać duchowo. Sam posiadam spowiednika, który jest moim kierownikiem duchowym, ale poza spowiedziami (przeważnie raz w m-cu) nie mam z nim większego kontaktu, ale pomimo wszystko daje mi dużo zrozumieć i pomaga w moim życiu wewnętrznym. Daje mi wskazówki, które są dla mnie dobre i ufam, że to co mi o. Stanisław mówi pochodzi wprost od Boga. Zresztą jest taka zależność na pewnym etapie rozwoju (bodajże – oczyszczeniu) jest niezwykle ważne słuchać kierownika duszy. Później, oczywiście też, ale do głosu dochodzą bardziej subtelne wewnętrzne natchnienia, które mogą pochodzić wprost od Boga. Jednak nawet te wymagają rozeznania i dlatego trzeba je werbalizować przed kierownikiem duchowym. Sam tak robię i uczę się rozeznawać – np. ostatatnio usłyszałem – „to nie jest dobry pomysł”. Jednak innym razem o.S mówił mi – „to załóż własną wspólnotę”. A więc przeczytwawszy, to co ojciec napisał na samym końcu – „może być was trzech”, no to właściwie mam taką trójkę :-), ale już wspólnota to grubsza sprawa. Pomimo wszystko chyba coś będę działał, ponieważ obecna wspólnota charyzmatyczna (co jest pewną bolączką takich), nie potrafi wejść w duchowość głęboką, gdyż po prostu ma inne doświadczenia i raczej odgapia tylko doświadczenia wewnętrzne od „braci odłączonych”, co nie musi być dobre, a często wręcz zdradliwe, prowadzące na manowce.
    Dziękuję za natchnienie i będę coś myślał, ale jeszcze z tym trochę zejdzie :-), pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *